Dlaczego to ważne
Większość włamań na strony małych firm nie jest dramatyczna. Są ciche, powolne i kosztowne. Oto uczciwa wersja — bez straszenia, bez buzzwordów.
Nie musisz być celem, żeby zostać zaatakowanym
Hakerzy nie siedzą i nie wybierają ofiar jedna po drugiej. Uruchamiają zautomatyzowane boty, które skanują cały internet w poszukiwaniu najłatwiejszych stron do włamania. Strona na WordPressie z przestarzałą wtyczką i bez HTTPS to dokładnie taki cel — niezależnie od tego, czy sprzedajesz świeczki, prowadzisz gabinet stomatologiczny czy zarządzasz małą fundacją.
Celem rzadko jest zniszczenie Twojego biznesu. Celem jest użycie Twojej strony do wysyłania spamu, hostowania stron phishingowych, wydobywania kryptowaluty na Twoim serwerze lub kradzieży danych klientów z Twojej bazy danych. Możesz nawet nie zauważyć przez wiele miesięcy.
Trzy rzeczy, które po cichu Ci szkodzą
1. Twoi klienci przestają Ci ufać
Kiedy przeglądarka wyświetla czerwone ostrzeżenie „Niebezpieczna strona", kiedy e-mail od Ciebie ląduje w spamie, bo brak Ci DMARC (zabezpieczenia e-mail), kiedy Google oznacza Twoją stronę jako „oszukańczą", bo ktoś wgrał na nią złośliwe oprogramowanie — odwiedzający odchodzą i nie wracają. Większość nigdy Ci nie powie, dlaczego.
2. Naruszenie kosztuje więcej niż kosztowałaby naprawa
Średnie koszty naprawy strony małej firmy po włamaniu wynoszą 8 000–35 000 zł, gdy dodasz godziny programisty, utracone przychody, powiadomienia klientów i (jeśli wyciekły dane osobowe) potencjalne kary. Bezpłatny skan, który wykryje problem wcześniej, to zupełnie inna rozmowa.
3. Regulatorzy zaczęli sprawdzać
Dwa przepisy mają teraz znaczenie dla małych firm w UE:
- Art. 32 RODO (GDPR) — musisz stosować „odpowiednie środki techniczne" w celu ochrony danych osobowych na swojej stronie. Jeśli dojdzie do naruszenia i nie możesz wykazać, co zrobiłeś, grożą Ci kary do 4% rocznego obrotu.
- NIS2 (dyrektywa UE o cyberbezpieczeństwie) — weszła w życie w 2024 roku, a pierwsza runda audytów trwa do 2026 roku. Rozszerza listę podmiotów zobowiązanych do wykazania podstawowych standardów cyberbezpieczeństwa — w tym wiele średnich firm, które wcześniej były poza zakresem.
Do każdego wykrytego problemu w Twoim raporcie przypisujemy odpowiedni artykuł — więc gdy Twój księgowy lub audytor zapyta „czy to sprawdzałeś?", masz PDF z datą i odpowiedzią „tak".
Dobra wiadomość
90% tego, co hakerzy wykorzystują na stronach małych firm, jest dobrze znane, dobrze udokumentowane i tanie do naprawy. Brak HSTS (wymuszania HTTPS)? Jedna linia w konfiguracji serwera WWW. Brak DMARC (zabezpieczeń e-mail)? Jeden rekord DNS. Przestarzały WordPress? Jedno kliknięcie. Trudna część to nie naprawianie — to wiedza, co naprawić.
Właśnie do tego służy Scanthra. Mówimy Ci, prostym językiem, co boty widzą, gdy patrzą na Twoją stronę — żebyś mógł naprawić łatwe rzeczy, zanim one to znajdą.
Co daje Ci raport Scanthra
- Ogólna ocena bezpieczeństwa (A–F), którą możesz pokazać klientowi lub zarządowi.
- Krótkie podsumowanie wykonawcze napisane językiem biznesu.
- Każdy wykryty problem z opisem: co to jest, dlaczego to ważne dla Twojego biznesu i jak to naprawić samodzielnie.
- Mapa zgodności (Art. 32 RODO · NIS2 (dyrektywa UE o cyberbezpieczeństwie) · OWASP (standard bezpieczeństwa aplikacji) Top 10).
- Słowniczek, żeby żargon nie stawał na przeszkodzie.